czwartek, 30 maja 2013

Temat: Pociąg- "Jedna podróż"

Wsiada do pociągu i od razu zajmuje najbliższe miejsce przy oknie. Jest strasznie blada i chuda. Ubrana w zwykłe granatowe spodnie i koszulę w prążki. Do tego czarny, trochę już wyblakły płaszcz i znoszone buty. Wygląda schludnie, ale biednie. Na jej twarzy z podkrążonymi oczami maluje się wyraz dziwnej troski i lęku.
Wraca na weekend do wsi, z której pochodzi. Nie wzięła nawet małej walizki. Ze stacji czeka ją długa, piesza wędrówka do domu. Może spotka kogoś znajomego po drodze i załapie się na darmowe podwiezienie?
A potem... Zobaczy matkę, krzątająca się na podwórku. Ucieszy się na jej widok. Wyściska i zacznie narzekać że źle wygląda. Usłyszy znajome odgłosy gospodarstwa. Brat wyjdzie jej na spotkanie. Jest dumny, że udało jej się dostać na studia. Jego młodsza siostrzyczka będzie naukowcem... Będzie...
Rozgląda się po wagonie. Czerwone, pokryte śliską derką siedzenia, ściany wagonu wyłożone paskudną boazerią. Pociąg rusza za dziesięć minut. Powoli wsiadają kolejni podróżni.
Opiera głowę o zimną szybę. Nie umie sobie wyobrazić zawodu na twarzy jej najbliższych. Stara się wymyślić scenariusz rozmowy. Nie wie jak zacząć. Tak po prostu? „Mamo... wiesz, nawaliłam. Straciłam stypendium.” Zastanawia się czy nie powinna najpierw zrobić jakiegoś wstępu. Monolog na temat jak jest ciężko, o złych profesorach. Ale czy warto siebie usprawiedliwiać?
Ma jeszcze dwie godziny jazdy i czterdzieści minut marszu do domu, żeby to wszystko przemyśleć.
Cieszy się, że przynajmniej nie zawiodła ojca. Zmarł zaraz po jej maturze.
Patrzy przez szybę na żegnających się zakochanych.

Jeszcze dziesięć minut. Tyle im zostało. A potem tygodnie rozłąki i czekania na kolejne spotkanie. Jak to dziwnie los splata ludzi. Poznali się parę miesięcy temu, na wakacyjnym kursie gry na gitarze. Krajobrazy i atmosfera sprzyjała nawiązywaniu nowych znajomości. Wspólne granie, rozmowy. Najpierw miał być to tylko wakacyjny flirt, który nie przetrwa dłużej niż dwa tygodnie po zakończeniu obozu. A jednak, parę miesięcy później, stoją razem na peronie, dalej zapatrzeni w siebie. Zakochani.
Ona uwielbia jego głos i zapach. To jak ciepło wymawia jej imię. I te jego drobne gesty, które świadczą o uczuciu.
A on cały czas jest zapatrzony w jej błękitne oczy, które teraz robią się szkliste od łez. Nie chce żeby płakała. Oddał by wszystko, żeby nie musieć się z nią teraz żegnać.
Na peronie rozlega się niewyraźna zapowiedź odjazdu jej pociągu. Wsiada z nią do niego, żeby pomóc jej z walizką. Zaraz będzie musiał wysiadać. Jeszcze ostatni pocałunek na schodach, przerwany przez ostry dźwięk gwizdka. Ostatnie spojrzenie, zanim znikną sobie z oczu.
Dziewczyna siada na swoim miejscu. Za parę godzin będzie w domu. Tak bardzo cieszyła się z tej tygodniowej przerwy na matury, która oboje mieli. I jeszcze jego rodzice wyjechali na mazury. Fakt, przyjazd do niego, kosztował ją trochę zachodu i kłamstw, ale spędziła najpiękniejszy tydzień w życiu. Z nim. Będzie miała o czym myśleć podczas jazdy.
Otarła ręką łzę spływającą jej po policzku. Niedaleko niej siedziała para, trzymając się za ręce. Odwróciła się. Nie mogła na nich patrzeć. Na ich szczęście.


Ona i on nic się nie odzywali, tylko patrzyli sobie w oczy trzymając za ręce. Nawet nie chcieli nic mówić, żeby nie zakłócić tych ostatnich chwil razem. Na pozór normalna para. Oboje mają po 24 lata. Oboje studiują na tym samym kierunku. Podobne pasje i grono znajomych. Chociaż ona na początku była dziwna. Trochę nieobecna, zawsze wracała na weekend. Nawet przy różnych studenckich świętach. Nigdy też nie flirtowała z żadnym chłopakiem, nie miewała przygód na jedną noc. Za to często odbierała dziwne telefony od rodziców. Jak by wciąż ją kontrolowali.
Kolegowali się już od dłuższego czasu. Właściwie to chciał żeby przerodziło się to w coś innego, bardziej intymnego, ale bał się wykonać kolejny ruch. Zresztą ona była do niego nastawiona wyłącznie koleżeńsko, a przynajmniej starała się tak zachowywać. Czasem, gdy łapał jej spojrzenie, szybko odwracała wzrok, czerwieniąc się przy tym tak uroczo. Jak by robiła coś zakazanego... Dopiero później dowiedział się jak było naprawdę.
Pociąg turkotał na szynach, a on wybijał jego rytm na jej delikatnej dłoni.
Już niedługo ona wysiądzie, a on będzie jechał dalej. Włoży obrączkę, a jej mąż pomoże jej z bagażem. Spyta jak na studiach. Będą rozmawiać, całować się. Może w nocy nawet... nie chciał o tym myśleć, co się będzie działo kiedy on będzie jechać dalej.
Znał jej historię. Jej mąż był jej pierwszą miłością. Z nim się pierwszy raz całowała, kochała i zaszła w ciąże jako osiemnastoletnia dziewczyna. Oboje pochodzą z małej miejscowości, konserwatywne społeczeństwo gdzie panna z dzieckiem jest obiektem plotek i wyzwisk. Rodziny podjęły decyzję o szybkim ślubie. Wszystko pięknie, gdyby nie wypadek, który wydarzył się 2 miesiące po zawarciu małżeństwa. Ona wyszła tylko z paroma zadrapaniami, ale dziecko nie przeżyło. Po tym wydarzeniu wszystko się w nich zmieniło. Jak by złamała się jedyna belka podtrzymująca ich uczucie.
Rozwód nie wchodzi w grę. Jest od niego zależna. To on płaci za jej utrzymanie na studiach, ubrania. Nawet za korepetycje do matury...
Nie chce o tym myśleć. Nie chce widzieć przed oczami jak jego wielkie, brudne łapy dotykają jej delikatną skórę.
Ona puściła jego dłoń i wyjęła z torebki obrączkę. Pociąg zatrzymał się na jej stacji. Zdjęła walizkę i wysiadła bez pożegnania.
On siedział dalej jak sparaliżowany. Na miejsce zajmowane przed chwilą, przez tak drogą mu osobę usiadł młody chłopak.

Chłopak miał długie włosy, które zasłaniały jego podbite oko. Na ramieniu plecak, a w ręku bilet w jedną stronę.
Uciekał z domu. A właściwie się wyprowadził bez informowania ojca alkoholika. Wczoraj miarka się już przebrała. Poszedł do technikum bo nie miał wyboru. Potrzebował zawodu. Wiedział że nie zależnie od wyników nie pójdzie na studia. Bo i niby za co? Matka zmarła wiele lat wcześniej. Ojciec potem zaczął pić i stracił pracę. Potem było już gorzej. Równia pochyła. Wszystko stacza się w dół. Złożył wymówienie w pracy, bez podania powodu. Zabrał wszystkie pieniądze. Kupił bilet na pierwszy pociąg, który miał go zabrać do nowego życia.
Miał plan. Znaleźć tanie lokum, i pracę. Na razie jakąkolwiek. Potem będzie szukał takiej w swoim zawodzie. Chciał pójść na studia. Chociaż by zaoczne. Wie, że będzie ciężko. Jest do tego przyzwyczajony. Nie raz chodził głodny, bo ojciec przechlał cały zasiłek.
Rozejrzał się po wagonie. Oprócz niego siedziały tam jeszcze trzy osoby. Młoda zapłakana dziewczyna, siedemnasto może osiemnastoletnia. Niedaleko niej młoda kobieta o wystraszonym wyrazie twarzy, a naprzeciw niego osłupiały facet.
Wyjrzał przez okno. Mijali lasy i pola, zatrzymując się na mniejszych lub większych stacjach. Niektóre składały się tylko z jednego peronu. Niektóre z lepiej lub gorzej utrzymanych budynków, w których znajdowały się poczekalnie. Zastanawiał się ilu z nich dojedzie z nim do kresu jego podróży, ilu wysiądzie a ilu dosiądzie się nowych. Rozglądał się uważnie starając się wyczytać coś z ich twarzy.

Najpierw wysiadła ta młoda kobieta. Reszta jechała z nim do końca, w tym rozklekotanym wagonie, który zapewne pamiętał jeszcze czasy komunizmu.  

2 komentarze:

  1. To było szybkie. Ja nawet nie miałam czasu, aby pomyśleć o czym by tu napisać O.o. Ale dlaczego w twojej pracy jest tyle nieszczęścia? Wychodzisz z założenia, że pogodne historie nie są ciekawe? Mogłaś przedstawić choć jedno światełko dające nadzieję w tym przerażającym świecie :c. Choć... w sumie... ja pewnie też napiszę coś pesymistycznego... Więc tak trzymać! :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy pomysł na zmierzenie się z tematem. Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń