Wsiada do pociągu i od razu zajmuje
najbliższe miejsce przy oknie. Jest strasznie blada i chuda. Ubrana
w zwykłe granatowe spodnie i koszulę w prążki. Do tego czarny,
trochę już wyblakły płaszcz i znoszone buty. Wygląda schludnie,
ale biednie. Na jej twarzy z podkrążonymi oczami maluje się wyraz
dziwnej troski i lęku.
Wraca na weekend do wsi, z której
pochodzi. Nie wzięła nawet małej walizki. Ze stacji czeka ją
długa, piesza wędrówka do domu. Może spotka kogoś znajomego po
drodze i załapie się na darmowe podwiezienie?
A potem... Zobaczy matkę, krzątająca
się na podwórku. Ucieszy się na jej widok. Wyściska i zacznie
narzekać że źle wygląda. Usłyszy znajome odgłosy gospodarstwa.
Brat wyjdzie jej na spotkanie. Jest dumny, że udało jej się dostać
na studia. Jego młodsza siostrzyczka będzie naukowcem... Będzie...
Rozgląda się po wagonie. Czerwone,
pokryte śliską derką siedzenia, ściany wagonu wyłożone paskudną
boazerią. Pociąg rusza za dziesięć minut. Powoli wsiadają
kolejni podróżni.
Opiera głowę o zimną szybę. Nie
umie sobie wyobrazić zawodu na twarzy jej najbliższych. Stara się
wymyślić scenariusz rozmowy. Nie wie jak zacząć. Tak po prostu?
„Mamo... wiesz, nawaliłam. Straciłam stypendium.” Zastanawia
się czy nie powinna najpierw zrobić jakiegoś wstępu. Monolog na
temat jak jest ciężko, o złych profesorach. Ale czy warto siebie
usprawiedliwiać?
Ma jeszcze dwie godziny jazdy i
czterdzieści minut marszu do domu, żeby to wszystko przemyśleć.
Cieszy się, że przynajmniej nie
zawiodła ojca. Zmarł zaraz po jej maturze.
Patrzy przez szybę na żegnających
się zakochanych.
Jeszcze dziesięć minut. Tyle im
zostało. A potem tygodnie rozłąki i czekania na kolejne spotkanie.
Jak to dziwnie los splata ludzi. Poznali się parę miesięcy temu,
na wakacyjnym kursie gry na gitarze. Krajobrazy i atmosfera sprzyjała
nawiązywaniu nowych znajomości. Wspólne granie, rozmowy. Najpierw
miał być to tylko wakacyjny flirt, który nie przetrwa dłużej niż
dwa tygodnie po zakończeniu obozu. A jednak, parę miesięcy
później, stoją razem na peronie, dalej zapatrzeni w siebie.
Zakochani.
Ona uwielbia jego głos i zapach. To
jak ciepło wymawia jej imię. I te jego drobne gesty, które
świadczą o uczuciu.
A on cały czas jest zapatrzony w jej
błękitne oczy, które teraz robią się szkliste od łez. Nie chce
żeby płakała. Oddał by wszystko, żeby nie musieć się z nią
teraz żegnać.
Na peronie rozlega się niewyraźna
zapowiedź odjazdu jej pociągu. Wsiada z nią do niego, żeby pomóc
jej z walizką. Zaraz będzie musiał wysiadać. Jeszcze ostatni
pocałunek na schodach, przerwany przez ostry dźwięk gwizdka.
Ostatnie spojrzenie, zanim znikną sobie z oczu.
Dziewczyna siada na swoim miejscu. Za
parę godzin będzie w domu. Tak bardzo cieszyła się z tej
tygodniowej przerwy na matury, która oboje mieli. I jeszcze jego
rodzice wyjechali na mazury. Fakt, przyjazd do niego, kosztował ją
trochę zachodu i kłamstw, ale spędziła najpiękniejszy tydzień w
życiu. Z nim. Będzie miała o czym myśleć podczas jazdy.
Otarła ręką łzę spływającą jej
po policzku. Niedaleko niej siedziała para, trzymając się za ręce.
Odwróciła się. Nie mogła na nich patrzeć. Na ich szczęście.
Ona i on nic się nie odzywali, tylko
patrzyli sobie w oczy trzymając za ręce. Nawet nie chcieli nic
mówić, żeby nie zakłócić tych ostatnich chwil razem. Na pozór
normalna para. Oboje mają po 24 lata. Oboje studiują na tym samym
kierunku. Podobne pasje i grono znajomych. Chociaż ona na początku
była dziwna. Trochę nieobecna, zawsze wracała na weekend. Nawet
przy różnych studenckich świętach. Nigdy też nie flirtowała z
żadnym chłopakiem, nie miewała przygód na jedną noc. Za to
często odbierała dziwne telefony od rodziców. Jak by wciąż ją
kontrolowali.
Kolegowali się już od dłuższego
czasu. Właściwie to chciał żeby przerodziło się to w coś
innego, bardziej intymnego, ale bał się wykonać kolejny ruch.
Zresztą ona była do niego nastawiona wyłącznie koleżeńsko, a
przynajmniej starała się tak zachowywać. Czasem, gdy łapał jej
spojrzenie, szybko odwracała wzrok, czerwieniąc się przy tym tak
uroczo. Jak by robiła coś zakazanego... Dopiero później
dowiedział się jak było naprawdę.
Pociąg turkotał na szynach, a on
wybijał jego rytm na jej delikatnej dłoni.
Już niedługo ona wysiądzie, a on
będzie jechał dalej. Włoży obrączkę, a jej mąż pomoże jej z
bagażem. Spyta jak na studiach. Będą rozmawiać, całować się.
Może w nocy nawet... nie chciał o tym myśleć, co się będzie
działo kiedy on będzie jechać dalej.
Znał jej historię. Jej mąż był jej
pierwszą miłością. Z nim się pierwszy raz całowała, kochała i
zaszła w ciąże jako osiemnastoletnia dziewczyna. Oboje pochodzą z
małej miejscowości, konserwatywne społeczeństwo gdzie panna z
dzieckiem jest obiektem plotek i wyzwisk. Rodziny podjęły decyzję
o szybkim ślubie. Wszystko pięknie, gdyby nie wypadek, który
wydarzył się 2 miesiące po zawarciu małżeństwa. Ona wyszła
tylko z paroma zadrapaniami, ale dziecko nie przeżyło. Po tym
wydarzeniu wszystko się w nich zmieniło. Jak by złamała się
jedyna belka podtrzymująca ich uczucie.
Rozwód nie wchodzi w grę. Jest od
niego zależna. To on płaci za jej utrzymanie na studiach, ubrania.
Nawet za korepetycje do matury...
Nie chce o tym myśleć. Nie chce
widzieć przed oczami jak jego wielkie, brudne łapy dotykają jej
delikatną skórę.
Ona puściła jego dłoń i wyjęła z
torebki obrączkę. Pociąg zatrzymał się na jej stacji. Zdjęła
walizkę i wysiadła bez pożegnania.
On siedział dalej jak sparaliżowany.
Na miejsce zajmowane przed chwilą, przez tak drogą mu osobę usiadł
młody chłopak.
Chłopak miał długie włosy, które
zasłaniały jego podbite oko. Na ramieniu plecak, a w ręku bilet w
jedną stronę.
Uciekał z domu. A właściwie się
wyprowadził bez informowania ojca alkoholika. Wczoraj miarka się
już przebrała. Poszedł do technikum bo nie miał wyboru.
Potrzebował zawodu. Wiedział że nie zależnie od wyników nie
pójdzie na studia. Bo i niby za co? Matka zmarła wiele lat
wcześniej. Ojciec potem zaczął pić i stracił pracę. Potem było
już gorzej. Równia pochyła. Wszystko stacza się w dół. Złożył
wymówienie w pracy, bez podania powodu. Zabrał wszystkie pieniądze.
Kupił bilet na pierwszy pociąg, który miał go zabrać do nowego
życia.
Miał plan. Znaleźć tanie lokum, i
pracę. Na razie jakąkolwiek. Potem będzie szukał takiej w swoim
zawodzie. Chciał pójść na studia. Chociaż by zaoczne. Wie, że
będzie ciężko. Jest do tego przyzwyczajony. Nie raz chodził
głodny, bo ojciec przechlał cały zasiłek.
Rozejrzał się po wagonie. Oprócz
niego siedziały tam jeszcze trzy osoby. Młoda zapłakana
dziewczyna, siedemnasto może osiemnastoletnia. Niedaleko niej młoda
kobieta o wystraszonym wyrazie twarzy, a naprzeciw niego osłupiały
facet.
Wyjrzał przez okno. Mijali lasy i
pola, zatrzymując się na mniejszych lub większych stacjach.
Niektóre składały się tylko z jednego peronu. Niektóre z lepiej
lub gorzej utrzymanych budynków, w których znajdowały się
poczekalnie. Zastanawiał się ilu z nich dojedzie z nim do kresu
jego podróży, ilu wysiądzie a ilu dosiądzie się nowych.
Rozglądał się uważnie starając się wyczytać coś z ich twarzy.
Najpierw wysiadła ta młoda kobieta.
Reszta jechała z nim do końca, w tym rozklekotanym wagonie, który
zapewne pamiętał jeszcze czasy komunizmu.